niedziela, 10 lutego 2013

Pytanie: Co możesz powiedzieć mi o wszechświecie?




Wszechświat. Bezmiar światów. Naukowcy jak i filozofowie od dawna zastanawiają się czym lub kim jest wszechświat. Jeden z pisarzy fantastyczno-naukowy XIX wieku twierdził że jest to idealnie skonstruowana maszyna, która nie ma początku ani końca tylko trwa bezustannie. Religia mówi że to bezmiar możliwości i wspaniałe dzieło Boga. Nie tyle co do samej istoty wszechświata ale co do trwania i wyglądu jest najwięcej tez. Wielki wybuch to tak zwana teoria początku. Punkt miliardy razy mniejszy niż główka szpilki i o masie tak dużej że nawet nie potrafimy sobie tego wyobrazić, zaczyna się rozprzestrzeniać we wszystkie strony. Ale to oznacza że kiedyś musi się zapaść to swoich rozmiarów poprzednich. Możemy tylko mniemać czym jest wszechświat ale z pewnością kiedyś się dowiemy. Mogę jeszcze dodać że cokolwiek jest niemożliwe istnieje w kosmosie :) Ale wiadomo nam już po co kosmos istnieje, po to by istniało w nim życie.






Pozdrowienia Kapitol

czwartek, 7 lutego 2013

Zdradzamy tajemnice dionozaurów




Wyginęły miliony lat temu i do dziś pozostają jednymi z najbardziej zagadkowych stworzeń na Ziemi. Dinozaury - wielkie, przerażające i często groźne bestie. Naukowcy co jakiś czas dostarczają nam kolejnej porcji ciekawostek o tych prastarych, fascynujących zwierzętach.

Całkiem niedawno badacze obalili kolejny stereotyp dotyczący wyglądu dinozaurów. Przez lata uważaliśmy, że gady były pokryte twardą, zrogowaciałą łuską, tymczasem odnalezione w Chinach szczątki setek dinozaurów pokazują, że stworzenia te miały... kolorowe pióra. Naukowcy są zdania, że aż 30 rodzajów dinozaurów miało upierzenie.

Kolejna tajemnica, która stosunkowo niedawno ujrzała światło dzienne dotyczy największych dinozaurów. Zauropody były największymi stworzeniami, jakie kiedykowiek chodziły po naszej planecie. Żyły 135 milionów lat i ważyły 90 ton (czyli tyle ile łącznie 18 słoni afrykańskich). By dostarczyć pokarmu tak wielkiemu ciału, zauropody nie żuły pokarmu, ale połykały go w całości. Co dzień do żołądka zwierzęcia trafiało aż 450 kg jedzenia, które po strawieniu dostarczało mu 100 tysięcy kalorii! Zauropody miały stosunkowo małą (i lekką), w stosunku do potężnego ciała, głowę. Dinozaury miały kilkunastometrową szyję, dzięki której bez problemu sięgały rosnących wysoko na drzewach liści (ponieważ nie musiały do tego specjalnie się poruszać, prawie wcale nie traciły enegii).

Jakie jeszcze sekrety kryją przed nami te niesamowite zwierzęta? Na to pytanie spróbują odpowiedzieć twórcy dokumentu „Dinozaury bez tajemnic” emitowanego na Discovery World.

Dinozaury bez tajemnic, Discovery World, piątek, 19.00, film dokumentalny – 60 min

Ruch Palikota: Można sobie wybrać płeć

Do Sejmu trafił właśnie kontrowersyjny projekt dotyczący ustalania płci.

"Rzeczpospolita" wyjaśnia, że głównym założeniem ustawy, której projekt trafił właśnie do Sejmu, jest wprowadzenie szybkiej procedury sądowej pozwalającej na zmianę tzw. płci metrykalnej (czyli zapisu w dokumentach opartego o wyniki badania lekarskiego po urodzeniu). Zmiana płci byłaby możliwa wówczas, gdyby dana osoba czuła, że jej płeć metrykalna nie odpowiada jej "tożsamości płciowej". Pojęcie to "Rz" wyjaśnia za tekstem uzasadnienia ustawy następująco: "tożsamość płciowa to utrwalone, intensywnie doświadczane odczuwanie i przeżywanie własnej płciowości, która odpowiada lub nie płci metrykalnej".

Jak pisze dalej "Rz", według Ruchu Palikota "płeć metrykalna jest ustalana na podstawie pobieżnej oceny wyglądu narządów płciowych niemowlęcia" albo na podstawie wyniku badania płci genetycznej. Partia uważa tymczasem, że płci człowieka "nie można ocenić na podstawie jedynie tych dwóch kryteriów", bo kształtuje się ona dopiero w okresie dojrzewania, czyli między 11. a 16. rokiem życia, wraz z "tożsamością". Według projektu ustawy urzędowa zmiana płci byłaby możliwa w przypadku osób, które ukończyły 16. rok życia. Co ciekawe, do urzędowej zmiany płci nie byłyby potrzebne żadne zaświadczenia dokumentujące jakąkolwiek medyczną interwencję w ciało wnioskodawcy - pisze gazeta.

Wystarczyłoby np. oświadczenie psychiatry. "Rzeczpospolita" podkreśla, że projekt budzi kontrowersje nawet wewnątrz partii Palikota. Projekt ustawy dopiero czeka na rozpoczęcie procedury legislacyjnej, ale - jak podkreśla "Rzeczpospolita" - posłowie RP mają nadzieję na przyśpieszenie prac wraz z momentem objęcia przez Annę Grodzką fotela wicemarszałka Sejmu.

Dziwne znalezisko dokonane przez łazik Curiosity na Marsie

Curiosity znowu zaskoczył naukowców. Na jednym z obrazów przesłanych na Ziemię da się zobaczyć pewną strukturę, która zdecydowanie nie pasuje do otoczenia. Wygląda to wręcz jak metalowy obiekt.

Zdjęcie, o którym mowa wykonano 30 stycznia 2013 roku za pomocą instrumentu o nazwie Mastcam. Niezwykłe struktury w ogólnie dostępnych zdjęciach dostrzegła astronomka z Włoch, Elizabeth Bonora. Tajemniczy obiekt wyraźnie wystaje ze skały, ponieważ rzuca cień.
Niezwykła struktura różni się od otaczających skał. Ma gładką powierzchnię, i wydaje się być bardziej odporna na erozję. Struktura powierzchni jest prawdopodobnie gładka. Wyraźnie widać, że obiekt jest wręcz wbity w skałę. Ciekawe czy naukowcy znajda jakieś sensowne wytłumaczenie dla tego znaleziska.


Zaginione Kontynenty

 Atlantyda, Lemuria, Mu – te zaginione lądy znów budzą wielkie emocje. Współczesna wiedza o nich pochodzi głównie z tajemnych źródeł. Jednak treść niektórych channelingowych przekazów zgodna jest z odkryciami nauki.



Od stuleci trwa spór czy Atlantyda – wyspiarska kraina rządzona przez uczonych i filozofów, opisana przez greckiego filozofa Platona w dialogach „Timaios” i „Kritias” – to fikcja czy też fakt historyczny. Problem w tym, że przed Platonem nikt o tym lądzie nie pisał.
Legenda Atlantydy rozkwitła w Europie na początku XVII w., kiedy to opublikowano książki Franciszka Bacona i Tomasza Campanelli. Utopie „Nowa Atlantyda” Bacona i „Miasto Słońca” Campanelli opisują państwa o idealnym ustroju społecznym, pozostające w ukryciu przed europejską cywilizacją. Campanella nazywa tajemniczy ląd Taprobana i lokalizuje go na południu Oceanu Indyjskiego. Również Bacon umieszcza swą Nową Atlantydę w tamtym regionie.
Według tradycji literackiej i filozoficznej, wspomniane książki – i dialogi Platona, i dzieła Bacona oraz Campanelli – są jedynie traktatami filozoficznymi, przedstawiającymi utopijne społeczeństwa – tak jak to sobie filozofowie wymarzyli. Czyli totalna fikcja...
Jednak istnienie zaginionych cywilizacji, które zostały zniszczone w wielkiej katastrofie, zapładniało myśli ludzi, którzy nie chcieli widzieć w tym jedynie teorii. Zwłaszcza że niespodziewanie otrzymali wsparcie z zupełnie innej strony...

Bezcenne Kroniki Akaszy
XIX-wieczni teozofowie zaczęli propagować hipotezę o istnieniu Kronik Akaszy – energetycznej powłoki Ziemi, w której zapisane jest wszystko, co się wydarzyło, wydarza i co się ma wydarzyć. Jasnowidze, wizjonerzy, media do niej właśnie sięgają, by zyskać niezwykłą wiedzę.
I właśnie od końca XIX w. pojawiło się wiele przekazów channelingowych opowiadających o zaginionych cywilizacjach. Oczywiście można założyć, że książki Bacona, Campanelli i Platona zainspirowały ludzi pragnących zwrócić na siebie uwagę oraz szalbierzy różnej maści. Ale może w tych filozoficznych utopiach zawarto prawdziwe informacje, znane od tysiącleci wąskiemu kręgowi wtajemniczonych? Może sami autorzy mieli zdolności medialne i potrafili sięgać do Akaszy (choćby nieświadomie) po niezbędne informacje?
Jakby nie było, spróbujmy zorientować się w masie, niekiedy sprzecznych, informacji na temat zaginionych cywilizacji oraz przyjrzeć się, jak najnowsze odkrycia naukowe odnoszą się do tych wiadomości.

Co wiemy o Atlantydzie?




Niestety, mimo tysięcy opublikowanych książek i artykułów, mimo wielu wypraw naukowych – nadal nie wiadomo, gdzie ewentualnie leżała. Zamieszania dopełniają szczegóły, często wzajemnie się wykluczające, przekazywane przez źródła ezoteryczne. Są wśród nich spójne wewnętrznie opowieści luminarzy wiedzy tajemnej, oparte na przekazach channelingowych od jakichś energetycznych bytów, ale jest też wiele budzących wątpliwości oświadczeń niezbyt wiarygodnych osób.
O Atlantydzie pisała twórczyni teozofii Helena Bławatska, pisał też Rudolf Steiner, twórca antropozofii. A także Aleister Crowley, który twierdził, że został wtajemniczony w arkana alchemii Atlantów przez anielskiego opiekuna. Wiedzę tę zawarł w książce „Atlantyda. Zaginiony kontynent”. Podobno jednak nie tylko mądrość Atlantów przetrwała, ale i oni sami. Przykładowo, R. Swinburn Clymer, przywódca jednego z odgałęzień amerykańskich różokrzyżowców, twierdził w latach 20. XX wieku, że potomkowie Atlantów nadal żyją w Meksyku. Brak jednak innych źródeł, które tę informację by potwierdzały.
Atlantyda nieobca była też cieszącemu się do dziś dużym szacunkiem amerykańskiemu wizjonerowi, zmarłemu w 1945 r. Edgarowi Cayce’emu. Cayce, zwany Śpiącym Prorokiem, w jednej ze swych wizji miał podobno przepowiedzieć, że Atlantyda zostanie przywrócona światu w 1969 r.

Lemuria – ojczyzna telepatów

Atlantyda to nie jedyny zaginiony kontynent. Także inny ląd w zamierzchłych wiekach pogrążył się w otchłani wód – Lemuria.
Nazwę tej domniemanej ziemi nadali naukowcy w końcu XIX w. Szukano wówczas rozwiązania zagadki podobieństw flory i fauny Madagaskaru, Indii oraz Indonezji. Przyjęto, że w przeszłości istniał lądowy pomost łączący Jawę z Afryką Centralną. Bo tylko wędrując przez takie nieistniejące już dziś ziemie, zwierzęta i praludzie mogli dotrzeć ponad milion lat temu na wyspy Indonezji, gdzie odkryto ich szczątki.
Po naukowcach, Lemurią i jej hipotetyczną cywilizacją zajęli się ezoterycy. Szczególną uwagę poświęcili jej Bławatska i Steiner. Wiadomości o Lemurii, jak też o Atlantydzie, płynęły tu drogą channelingu z rozmaitych źródeł. Nie tylko z Akaszy, ale także od czuwających nad ludzkością ponadczasowych bytów zwanych Wielkim Białym Bractwem.
W swej książce „Doktryna Tajemna” Helena Bławatska twierdzi, że tradycja ezoteryczna jest dokładniejszym przekazem o minionych czasach, niż nauka – historia. Zapisem tej wiedzy była, według Bławatskiej, „Księga Dzyan” przekazana wtajemniczonym przez duchowych opiekunów Ziemi. Twórczyni teozofii podawała też, że – właśnie według tradycji – Lemurianie i Atlantydzi byli wysoko cywilizowanymi rasami, znacznie bardziej rozwiniętymi niż współczesnaj ludzkość.
Na temat opisywanych przez Bławatską „olbrzymich, czarnożółtych Lemuro-Atlantydów”, miał też wiele do powiedzenia Rudolf Steiner. W pracy „Kronika Akaszy” przedstawił on charakterystykę Atlantydy i Lemurii oraz zamieszkujących je ludów. Określił też lokalizację Lemurii. Kontynent ten – pisał Steiner – leżał na południe od Azji i rozciągał się mniej więcej od Cejlonu do Madagaskaru.
Do niego należała również dzisiejsza południowa Azja i część Afryki.
Według twórcy antropozofii, Lemuryjczycy nie posiadali jeszcze żadnej mowy (...) Ale ich wyobrażenia miały zupełnie inną moc, niż u ludzi późniejszych. Oddziaływali tą siłą na otoczenie; inni ludzie, zwierzęta, rośliny, a nawet nieożywione przedmioty mogły doznawać tych oddziaływań. Lemuryjczycy porozumiewali się za pomocą telepatii – twierdził Steiner – a pielęgnowali nie religię, ale bożą mądrość i sztukę.

Mu – tam, gdzie narodził się Człowiek


Zaginiony kontynent Mu zaistniał dzięki urodzonemu w 1851 r. Brytyjczykowi, pułkownikowi Jamesowi Churchwardowi. Ten emerytowany wyższy oficer lansjerów bengalskich opublikował w 1926 r. książkę pt. „The Lost Continent of Mu”. Potem ukazały się jego kolejne prace o zaginionym kontynencie i pradawnej cywilizacji.
Churchward do swej śmierci w 1936 r. utrzymywał, że wiedzę o Mu przekazali mu mnisi hinduscy. Pułkownik w tajemniczej świątyni na pograniczu Indii i Tybetu miał ujrzeć kamienne tablice, na których, zapomnianym już pismem, wyryto historię Mu. Churchward odcyfrował ich treść dzięki przekazowi płynącemu bezpośrednio do jego umysłu – za pomocą channelingu, jak dziś by to określono.
Według Churchwarda, właśnie na Mu przed 50 milionami lat miała powstać ludzkość. Kontynent ten rozciągał się na obszarze dzisiejszej Polinezji, a 12 tys. lat temu pochłonął go ocean.
Legenda Mu nie umarła wraz z pułkownikiem. W 1945 r. Amerykanin Richard Shaver opublikował artykuł, w którym połączył Mu pułkownika Churchwarda z Lemurią Steinera i Bławatskiej. Shaver dowodził, że w jednej z jaskiń w Azji odkrył teksty pisane tajemniczymi znakami. Według Shavera, od symboli tych pochodzą znaki używane we wszystkich systemach pisma. Tajemnicze teksty, jak twierdził Amerykanin, mówiły o dziejach Lemurii, imperium położonego na kontynencie Mu. Potęgę tę zniszczył straszliwy kataklizm.
Jednak oprócz Shavera nikt do tajemniczej jaskini nie dotarł i inskrypcji nie widział.

Ezoterycy kontra naukowcy
Ustalenia ezoteryków są dla nauki niemożliwe do zweryfikowania. Jednak odkryto wiele śladów potwierdzających, że gigantyczne kataklizmy miały miejsce w czasach, gdy ludzkość już istniała. Naukowe dowody mówią, że pomiędzy X a IX tysiącleciem p. n. e. doszło do poważnych zmian klimatu na całym świecie, w wyniku czego poziom wszechoceanu podniósł się o ponad 100 m. W tamtym czasie i warunkach wiele mogło się wydarzyć. Niejeden ląd poszedł pod wodę. Niejeden lud zaginął.
Wspomniane podmorskie odkrycia wciąż są przedmiotem dyskusji. Większość naukowców twierdzi, że obiekty z Bimini, Kuby, Japonii to nie ruiny zatopionych miast, tylko skalne formacje ukształtowane przez naturę. Ezoterycy wiedzą jednak swoje. I nie można wykluczyć, że w ich barwnych opisach zaginionych kontynentów tkwi ziarno prawdy.

Odkrycia archeologiczne
W podanym przez Edgara Cayce’a czasie odkryto w przybrzeżnych wodach Bimini zatopione kamienne obiekty.
Według wielu badaczy jest to pradawne miasto:
kompleks połączonych drogami wielkich budynków i piramid.
Ponad 30 lat później, w maju 2001 r., zespół kanadyjskich geologów odkrył na dnie oceanu u zachodnich wybrzeży Kuby inne skupisko tajemniczych obiektów. Tam, na głębokości 800 m, badacze natrafili na grupę kamiennych budowli oraz łączących je dróg. Z kolei jesienią 2002 r. francuski naukowiec, prof. Jacques Collina-Girard, stwierdził, że według analiz oceanograficznych, geologicznych i innych, Atlantyda rzeczywiście istniała. Leżała też tam, gdzie ją umiejscawiał Platon – w okolicach dzisiejszej Cieśniny Gibraltarskiej. Znajdował się tam niegdyś cały archipelag wysp. Pomiędzy XVII a IX tysiącleciem p.n.e. wyspy te – włącznie z największą, mierzącą 14,5 na 5 km – zostały stopniowo zalane przez podnoszące się wody Atlantyku i Morza Śródziemnego.

Czy pozostały Ślady materialne?
Lemurię, jak i Atlantydę – tyle że miliony lat wcześniej – zniszczył kataklizm. Cywilizacja też uległa zagładzie. Nauka, choć nie neguje istnienia kontynentu Lemurii jako takiego, to nie akceptuje istnienia tam rozwiniętej kultury (w końcu uznaje się, że człowiek rozumny powstał zaledwie 100 tysięcy lat temu!).
 Jednak w głębinach wód opływających Azję odkryto jakieś materialne ślady, choć nie w miejscach wskazywanych przez ezoteryków. Domniemane pradawne ruiny odkryto w 1997 r. u wybrzeży Japonii, przy wyspie Yonaguni należącej do archipelagu Ryukyu. Obiekty te, uznane przez część badaczy za budowle, mają 200 m długości i 25 m wysokości. Znaleziskiem tym zajął się japoński geolog, prof. Masaki Kimura, jednak kompleksowych analiz japońskiej Lemurii dotąd nie przeprowadzono.

Tadeusz Oszubski

wtorek, 5 lutego 2013

Wielka burza na Saturnie



Obserwacje sondy Cassini pokazały w atmosferze Saturna wielką burzę z błyskawicami, która okrążyła całą planetę i dogoniła swoją własną tylną część, niczym mistyczny wąż zjadający swój własny ogon – poinformowała w swoim komunikacie NASA.

Ta ogromna formacja saturiańskich chmur została po raz pierwszy dostrzeżona 5 grudnia 2010 roku przez sondę Cassini. Krótko po tym jak wyłoniło się jasne i turbulentne czoło burzy, przesuwające się w kierunku zachodnim, wytworzył się wir kręcący się w stronę zgodną z ruchem wskazówek zegara, ale poruszający się wolniej niż reszta chmur. Po kilku miesiącach czoło burzy obiegło całą planetę dookoła, pokonując po obwodzie około 300 tysięcy kilometrów.

Na Ziemi zjawiska tego typu nigdy nie docierają z powrotem do miejsca swoich narodzin, gdyż napotykają różne struktury topograficzne, takie jak np. góry. Na Saturnie nie ma jednak takich przeszkód.

- Burza na Saturnie zachowywała się tak jak ziemskie huragany, ale z pewną niespodzianką wyłączną dla tej planety. Nawet gigantyczne burze na Jowiszu nie pochłaniają siebie w ten sposób, co pokazuje, że natura potrafi nas ciągle zaskakiwać nowymi wariantami znanych procesów - skomentował Andrew Ingersoll z California Institute of Technology w Pasadenie (USA), członek zespołu wykonującego zdjęcia burzy i współautor artykułu, który ukazał się w czasopiśmie „Icarus”.

28 sierpnia 2011 roku, po 267 dniach obserwacji, burza osłabła. Detektory sondy Cassini rejestrowały jeszcze później sporadyczne błyskawice w wyższych warstwach atmosfery Saturna, ale troposfera, która odpowiada za generowanie pogody, była spokojna na tym obszarze.

Wir burzy był największym spośród zaobserwowanych na Saturnie i osiągnął aż 12 tysięcy kilometrów średnicy, co jest wielkością porównywalną do olbrzymiej burzy na Jowiszu, znanej jako Owal BA. Jednak ani ona, ani słynna Wielka Czerwona Plama, nie generują błyskawic. Burze na Jowiszu różnią się też tym, ze mają spokojne wnętrza, a środki takich formacji chmur na Saturnie są bardzo aktywne.

cza/ ula/(PAP)

Dlaczego ludzie lubią pić alkohol?


Wydawać by się mogło, że odpowiedź jest banalna – bo picie alkoholu powoduje przyjemne odczucia. Okazuje się jednak, że to bardziej złożony temat i – podobnie jak w przypadku preferencji odnośnie słodkiego smaku – dużo do powiedzenia miała tu ewolucja naszego gatunku. A temu, trwającemu miliony lat, procesowi stale towarzyszyły… drożdże.

W skrócie sytuacja przedstawia się następująco: nasi przodkowie chętnie żywili się owocami, a ich smak i zapach pomagał odróżnić rośliny trujące od jadalnych. W przyrodzie najczęściej to, co słodkie, daje się zjeść bez dramatycznych konsekwencji, a to, co jest gorzkie lub piekące, zwykle może smakosza pozbawić życia, a przynajmniej mocno zaszkodzić jego zdrowiu. Stąd m.in. wynika nasze szczególne upodobanie dla słodyczy i cukru w ogóle. Jest to jednak bardzo rozsądne, gdyż niektóre owoce są jadalne i bezpieczne wyłącznie wtedy, kiedy dojrzeją, a ich niedojrzałe fragmenty mogą zawierać trujące albo trudne do strawienia związki. Dojrzałe owoce najprościej rozpoznać po kolorze i konsystencji. Mają jednak jeszcze jedną ciekawą cechę, która może nam pomóc przy wyborze.

Na dojrzałych owocach, które zawierają dużo cukru, rozwijają się drożdże, prowadząc fermentację alkoholową. Więc kiedy owoc pachnie etanolem, oznacza to, że na sto procent jest w pełni dojrzały. To właśnie czuły węch pierwszych przedstawicieli rodzaju Homo prowadził ich w kierunku dojrzałych owoców. Do dziś w ten sam sposób dojrzałych owoców szukają zwierzęta – m.in. inne ssaki naczelne - już sam zapach alkoholu (zapowiadający, że gdzieś pobliżu znajduje się słodki owoc) jest dla nich przyjemny. Dotyczy to zresztą nie tylko naszych małpich kuzynów. W podobny sposób, kierując się zapachem etanolu, z wyszukiwaniem smacznego pożywienia radzą sobie znane nam wszystkim muszki owocówki. Te małe owady posiadają specjalne receptory, dzięki którym identyfikują produkt fermentacji prowadzonej przez drożdże.

Drożdże są mikroskopijnymi grzybami, które, żyjąc na substancjach zawierających cukry proste, przeprowadzają fermentację alkoholową. Te małe organizmy pozyskują w ten sposób energię, a alkohol etylowy jest ubocznym produktem tego procesu. Istnieją różne gatunki drożdży – wiele z nich zostało wyhodowanych i wyselekcjonowanych przez człowieka, bo używamy ich dziś przecież do produkcji pieczywa, napojów alkoholowych (drożdże piwne i drożdże winne) i przetworów mlecznych (np. kefirów). Dzięki nim ludzie są w stanie wyprodukować alkohol niemal z każdej organicznej materii, a w praktyce najczęściej ze zbóż (to najbardziej wydajne rodzaje fermentacji alkoholowej), ziemniaków, buraków cukrowych i winogron.

Alkohol etylowy bardzo silnie działa na układ nerwowy – stąd wiele niebezpiecznych skutków jego używania. Alkohol oddziałuje m.in. z kwasem gamma-aminomasłowym (GABA) oraz glutaminianem. Substancje te regulują pracę większości obszarów w mózgu poprzez zmniejszenie poziomu aktywności neuronów. Etanol wpływa również na wydzielanie serotoniny, która odgrywa ważną rolę w powstawaniu połączeń neuronowych. Badania dowiodły, że już po jednym drinku stężenie tego związku we krwi gwałtownie wzrasta.

Zmiany w działaniu GABA, glutaminianu i serotoniny powodują zaburzenia pracy poszczególnych obszarów w mózgu. Pod wpływem alkoholu spada aktywność elektryczna m.in. w korze mózgowej, przez co bodźce zewnętrzne są rozpoznawane z opóźnieniem, cierpi również móżdżek, który jest odpowiedzialny za koordynację ruchów i utrzymanie równowagi ciała. Etanol zaburza pracę tego obszaru mózgu, przez co osoby w stanie upojenia alkoholowego nie potrafią iść w linii prostej i nie są w stanie utrzymać sylwetki w pionie.

Najniebezpieczniejsze dla zdrowia i życia są jednak zmiany, które alkohol wywołuje w rdzeniu przedłużonym. W wyniku „otępienia” występujących w nim neuronów człowiek czuje się śpiący i spada temperatura jego ciała.

Z alkoholem jest więc podobnie jak ze słodkim i tłustym jedzeniem – pierwsi ludzie odnosili pewne korzyści z ich spożywania, a dziś – ponieważ te produkty są łatwo dostępne w ogromnych ilościach – zdarzają się przypadki poważnego braku umiaru. Plagą XXI wieku jest otyłość, ale alkohol również jest sprawcą wielu problemów, uzależnień, wypadków i chorób, które są dla społeczeństw niezwykle kosztowne.

Zanim jednak doszło do pojawienia się na świecie alkoholików i pijanych kierowców, mieliśmy bardzo wiele korzyści z odkrycia produktów fermentacji. Około 10 tysięcy lat temu, a więc w czasach, które uznaje się za początki regularnego rolnictwa, ludzie odkryli, że sfermentowane pożywienie dłużej broni się przed inwazją bakterii, nie gnije, a ponadto jest bardzo odżywcze (drożdże są źródłem witamin z grupy B). Spożywanie alkoholu było też wówczas sposobem na uniknięcie chorób przenoszonych drogą pokarmową. Niektórzy badacze ewolucji relacji społecznych twierdzą nawet, że alkohol pojawił się w naszej diecie w momencie, kiedy powstawały pierwsze osady, a ludzkie społeczności stały się bardziej rozbudowane i skomplikowane. Być może etanol odegrał tu istotną rolę, a bez niego relacje w „skomplikowanym” świecie pierwszych rolników byłyby trudniejsze.

Do odkrycia fermentacji alkoholowej doszło prawdopodobnie przypadkiem – ludzie mogli się zainteresować produktem powstałym w naczyniu z wilgotnym zbożem, jednak funkcjonuje też przewrotna teoria, według której zainteresowaliśmy się uprawą zboża wyłącznie po to, żeby pozyskiwać substrat do produkcji alkoholu.

Bliski związek ludzi i drożdży nie mógł pozostać bez wpływu na nasze geny. W porównaniu z innymi naczelnymi mamy wyraźnie wyższy poziom dehydrogenazy alkoholowej, enzymu produkowanego przez wątrobę i rozkładającego alkohol. Zadziałał tu dobór naturalny – alkohol w dużych dawkach może być śmiertelną trucizną, więc ewolucja promowała tych, którzy produkowali dużo dehydrogenazy i potrafili sobie poradzić z większą ilością spożywanego etanolu. Dziś do jego metabolizowania służy aż 10 procent enzymów w wątrobie przeciętnego dorosłego!